Dopiski wkurwionego pedała

Na tym blogu napotkasz, Drogi Czytelniku, wkurwy pedała na zastaną rzeczywistość, która to tegoż pedała pomija tudzież go para-poprawnie-politycznie komentuje. I wyzywa go, i gwałci. I głaszcze go, i tuli. A zawsze gdy wyzywa, to wyzywa od najgorszych. A gdy głaszcze, to żeby zagłaskać na śmierć. I właśnie ten pedał, ja, chciałbym na tym blogu, z punktu widzenia gwałcono-tulonego, tę zastaną rzeczywistość serdecznie zarzygać. Słowami swoimi zarzygać ją na śmierć! Bo Polska jest lesbą, a ja jej synem pedałem!

Wpis

wtorek, 23 kwietnia 2013

Wpadła w kompot i się w nim wygodnie rozłożyła. Śliwka.

albo wkurw na siłce

 

Od niedawna chodzę na bodypump. Takie zajęcia na siłce. Aerobik ze sztangą: jest trener, jest grupa, jest muzyka. Na każdą partię mięśni, inny ciężar na sztandze. I zwykle przed rozpoczęciem każdego ćwieczenia pan trener wyjaśnia co będziemy naszym ciałom robić i ile mamy wziąć na sztangę. „Panowie na sztangę biorą tyle i tyle, a panie trochę mniej”. I już mnie wkurw złapał. Bo wszyscy panowie są potężni i góry przenoszą, a wszystkie panie są filigranowe i od nadmiaru ciężaru dostają globusa.

 


No ale przecież olimpiada. Chłopcy biegają szybciej. I, statystycznie, to się dużo nie pomylił. Czego się czepiasz, pedale? A właśnie, że się czepiam! Bo pan trener wpadł jak śliwka w kompot. Rozglądam się po sali i co ja pacze? Na zajęciach, łącznie ze mną, tylko trzech facetów. Reszta to z piętnaście facetek. My, panowie, same żółtodzioby. Z ciężarem nie przesadzamy, żeby nie mieć zakwasów. A panie? Widać, że przychodzą regularnie. Połowa facetek ma na sztandze ciężar dokładnie taki sam jak my, panowie, płeć normalnie silniejsza. Dodatkowo naliczyłem jeszcze sześć facetek, które na sztandze miały chyba dwa albo trzy razy większy ciężar od nas. I już się w duszy cieszę, że pan trener wpadł jak śliwka w kompot. Że jak się zaraz rozejrzy po sali, to albo przeprosi, albo obróci w żart. Ale oczywiście znów zmusił mnie do wkurwu. Bo śliwce najwidoczniej w kompocie zupełnie wygodnie. Następne ćwiczenie, następne porady trenera i znów to samo: „Panowie tyle i tyle, a panie trochę mniej”. Ślepy, kurwa! Trzech mini-facetków z duperelkami na sztangach, facetki pakują jak szalone, a on, że ja ma brać więcej, bo panie, to panie, a ja pan. I jeszcze ze trzy razy tak mu wyszło!

 

A przy okazji, kolejny raz wyszło szydło z worka. Że norma zakilna rzeczywistość. Że nawet, jak będzie jak na dłoni, ale nie będzie normalnie, to się z dłoni zsunie. Że kompot przesłania śliwce rzeczywistość pozaszklankową.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
l.szulc
Czas publikacji:
wtorek, 23 kwietnia 2013 20:55

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość AB napisał(a) z *.kpn.net komentarz datowany na 2013/05/03 20:55:21:

    Nie denerwuj się tak

  • Gość inge_bartsch napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2013/05/08 12:56:28:

    A to powszechne jest, też chodziłam na sztangę. Chyba ich tak na kursach zawodowych uczą.

  • Gość Słowik napisał(a) z *.ists.pl komentarz datowany na 2013/06/27 11:48:07:

    Każdy rozsądny trener zasugerowałby dobranie ciężarów do swoich możliwości. Płeć to jedno. Druga sprawa to masa ciała. Przecież są wielkie baby i drobni kolesie. Jeszcze inną kwestią jest staż treningowy oraz stan zdrowia - ktoś może być np. po kontuzji i nie chce się nadwyrężyć. Jakiś bezrefleksyjny amator to musi prowadzić.

Dodaj komentarz