Dopiski wkurwionego pedała

Na tym blogu napotkasz, Drogi Czytelniku, wkurwy pedała na zastaną rzeczywistość, która to tegoż pedała pomija tudzież go para-poprawnie-politycznie komentuje. I wyzywa go, i gwałci. I głaszcze go, i tuli. A zawsze gdy wyzywa, to wyzywa od najgorszych. A gdy głaszcze, to żeby zagłaskać na śmierć. I właśnie ten pedał, ja, chciałbym na tym blogu, z punktu widzenia gwałcono-tulonego, tę zastaną rzeczywistość serdecznie zarzygać. Słowami swoimi zarzygać ją na śmierć! Bo Polska jest lesbą, a ja jej synem pedałem!

Wpis

sobota, 16 maja 2015

Geje chcą głosować na Dudę

 

albo o tym, jak mało poważny temat sprawia poważne trudności w kampanii wyborczej


Sprawy lesb, biseksów, transów czy pedałów były całkowicie nieobecne w kampanii przed 1. turą wyborów prezydenckich. Przebijać zaczęły się jednak do kampanii przed 2. turą. I to w zupełnie nieoczekiwany sposób. 


Zazwyczaj jedna ze stron (lewica „społeczna”) strategicznie podejmuje sprawy lesbo-bisekso-transo-pedalskie, najczęściej temat związków partnerskich, aby postawić pod ścianą drugą stronę (prawicę „społeczną”). W takim scenariuszu, druga strona zwykle lekceważy narzucony temat i wytyka pierwszej stronie, że ta chwyta się tematu zastępczego. 


Bo sprawy lesbo-bisekso-transo-pedalskie rzadko traktuje się poważnie. Poważne tematy to górnictwo, kredyty we Frankach, emigracja, a ostatnio również JOWy, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze. Celem mojej ironii nie jest oczywiście bagatelizowanie tych „prawdziwie poważnych tematów”, tylko refleksja dotycząca hierarchii tematów „ważnych” i „mało ważnych” i tego, kto ma prawo tę hierarchię ustalać.


Tym razem jednak sprawy potoczyły się inaczej. W 1. turze wyborów kandydaci lewicowi zdobyli tak niskie poparcie, że ich elektorat nie mógł stać się interesującą panną (albo panem!) na wydaniu, o których względy zabiegać chcieliby Komorowski i Duda. Tematy lewicowe zostały całkowicie wypchnięte poza spektrum spraw „ważnych”. Aż tu nagle pojawia się news, że niektóre pedały, a może nawet lesby, biseksy i transy, nie tylko nie zagłosują na Komorowskiego (np. Robert Biedroń), ale oddadzą swój głos na Dudę (np. Krystian Legierski)!


Sprawa jest kontrowersyjna, bo Duda jest przeciwko związkom partnerskim i w ogóle jest z PiS, które straszy Genderem i pewnie nie miałoby nic przeciwko masowej emigracji Polaków, gdyby się okazało, że większość emigrantów to osoby LGBT. Motywy lesb, biseksów, transów czy pedałów popierających Dudę są różne, włączając chęć zmiany jako takiej i opinię, że gorzej być nie może, bo przecież „nie będą nas wieszać na centralnych placach miast”.


Ale nie o motywach osób LGBT chcę pisać, tylko o ich wpływie na „wielką politykę”. Bo oto obie partie zostały postawione pod ścianą. PiS nigdy nie celował w głosy osób LGBT-friendly i nigdy nie starał się o wsparcie genderystów. Ale jak wsparcie samo puka to drzwi, to też nie ma co nim gardzić. W końcu walka wyborcza jest zacięta, a każdy głos jest na wagę złota. PO za to już od dawna uwodzi LGBTów obietnicą związków partnerskich, ale wszystko pozostaje na etapie czczych obietnic, żeby czasem nie urazić bardziej konserwatywnej części PO-wskiego elektoratu. Jednak na utratę głosów genderystów PO też sobie nie może pozwolić, zwłaszcza po zaskakująco niskim wyniku Komorowskiego.

 

Efekt jest przekomiczny. Bo PiS musi być jednocześnie za i przeciw, tak jak Sasisn, który przekonuje, że orientacja wyborców nie ma znaczenia, a PO musi wykazać nie tylko, że PiS jest przeciw, ale również że PO jest bardziej za niż PiS, co, jak przepięknie ilustruje Mucha, nie jest łatwe po ośmioletnich rządach PO, podczas których nie zrobiono nic dla lesb, biseksów, transów czy pedałów.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
l.szulc
Czas publikacji:
sobota, 16 maja 2015 13:54

Polecane wpisy

Trackback