Dopiski wkurwionego pedała

Na tym blogu napotkasz, Drogi Czytelniku, wkurwy pedała na zastaną rzeczywistość, która to tegoż pedała pomija tudzież go para-poprawnie-politycznie komentuje. I wyzywa go, i gwałci. I głaszcze go, i tuli. A zawsze gdy wyzywa, to wyzywa od najgorszych. A gdy głaszcze, to żeby zagłaskać na śmierć. I właśnie ten pedał, ja, chciałbym na tym blogu, z punktu widzenia gwałcono-tulonego, tę zastaną rzeczywistość serdecznie zarzygać. Słowami swoimi zarzygać ją na śmierć! Bo Polska jest lesbą, a ja jej synem pedałem!

Wpisy

  • czwartek, 11 października 2012
  • sobota, 25 sierpnia 2012
  • wtorek, 07 sierpnia 2012
    • O Jarosława Flisa małżeństwach śmieciowych

      Albo o tym, jak naukowcy naukowo udowadniają moją sprzeczność


      Pierwszego sierpnia w Gazecie Wyborczej Pan Doktor Jarosław Flis ‘na chłodno’ spojrzał na związki partnerskie i porównał je z ‘małżeństwami śmieciowymi’. Na chłodno, bo go to nie dotyczy, bo jest hetero-samcem no i bo jest naukowcem. Jednym słowem – obiektywnie. Bo na gorąco, czyli nienaukowo i nieobiektywnie, to się emocjonują babki i pedały u fryzjera. Ja, mimo, żem pedał, to jako niedawny uczeń Pana Doktora, postaram się akademicką argumentację podważyć ‘na chłodno’, w stopniu odwrotnie proporcojnalnym do żaru mego serca płonącego ku mężczyznom.

      Skąd ‘małżeństwa śmieciowe’, albo jak jeszcze Pan Doktor nazywa związki partnerskie ‘związki z ograniczoną odpowiedzialnością’ tudzież ‘luźne związki’? Ano stąd, jak Pan Doktor argumentuje, że chodzi w nich ‘tylko o zmniejszenie wzajemnych zobowiązań’ w porównaniu z małżeństwami. To nie dokońca tak, bo chodzi nie tylko o zmniejszenie zobowiązań, ale również przywilejów, a w niektórych przypadkach nawet o zwiększenie obowiązków (np.  projekt Dunina nakłada obowiązek wsparcia materialnego partnera czy partnerki, którego nie mają małżonkowie). Ale generalnie nie można się z Panem Doktorem nie zgodzić: mniej tego niż w małżenstwie. Wniosek jaki Pan Doktor wyciąga? Małżeństwo, jako związek trwały, działa jako drogowskaz społeczny, jest pochwałą Państwa dla trawałości związku. Co natomiast, pyta Pan Doktor, będzie pochwalała ustawa o związkach partnerskich? Związki nietrwałe? Ale przecież, pedały i lesby argumentują, że też tworzą trwałe związki. Wniosek prosty: pedały i lesby same se przeczą:

      W jednym przypadku zmniejszony ma być drogowskaz ''trwałość związków jest pożądaną społeczną wartością'', w drugim - pojawić ma się na nim nowa treść: ''trwałe dwuosobowe związki homoseksualne również są dla społeczeństwa wartością''. Ten problem wymagałby jakiegoś odniesienia - wszak sprzeczność sama w sobie jest poważnym podważeniem każdej argumentacji.

      Wszak to racja Panie Doktorze, sprzeczność jest poważnym podważeniem każdej argumentacji. Dlatego najpierw wpycha się nas w dyskurs sprzeczności, a potem się podważa naszą argumentację. Sprzeczności bowiem, jak pisał Foucault, mają się znakomicie w dyskursie publicznym, który się rządzi swoją własną, bynajmniej nie matematyczną, logiką. I już śpieszę wyjaśnić jak to się nas w tę sprzeczność wpycha. Załóżmy, że drogowskaz społeczny jest taki, jak sugeruje Pan Doktor: ''trwałość związków jest pożądaną społeczną wartością”. Pan Doktor nie twierdzi, że tylko trwałość związków różnopłciowych, ale związków jako takich. Być może nawet uważa, że związki jednopłciowe są jendakowoż (nie)trwałe jak związki różnopłciowe. Wtedy sprawa wygląda prosto. Zrównujemy związki osób homo ze związakmi osób hetero. Całkowicie. Homo mogą to samo, co hetero, łącznie z adopcją dzieci. Z tym, że Konstytucja RP jednoznacznie nakazuję „szczególną opiekę” małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny. Nie wspominając już o uświęconej instytucji hetero-małżeństwa w naszym dyskursie społecznym i o całkowitym braku przyzwolenia na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe. O związkach partnerskich się z nami jeszcze podyskutuje, ale o małżeństwie, adopcji albo zmianie Konstytucji to już na pewno nie. Jest to nie tylko pomysł obecnie nierealny, ale również dla większości absurdalny i roszczeniowy. Więc pedały i lesby idą na kompomis. Ok, zostawmy Konstytucję, nie chcemy adopcji dzieci, nie musimy wam odbierać waszej uświęconej nazwy ‘małżeństwo’, ale żądamy chociażby podstawowych praw, zapisów, które ułatwią nam naszą codzienność. Proponujemy ustawę o związkach partnerskich (z musu, a nie z naszej szczególnie przemyślanej strategii, jak sugeruje Pan Doktor), w której związek MUSI się różnić od małżeństwa, żeby ustawa nie została uznana za niekonstytucyjną. Musi być trochę gorszy, bo Konstytucja chroni hetero-małżeństwo. Ale gdy rezygnujemy z radykanlych postulatów, to pojawia się Pan Doktor Flis i wymachuje nam przed nosem akademickim paluszkiem: Uwaga, Uwaga! Logiczna sprzeczność! Trwałe nietrwałe!

      I tak to właśnie wpycha się lesby i pedały w dyskursywną sprzeczność. Jak chcemy legalizacji małżeństw, to nikt z nami nie rozmawia, bo atakujemy tradycyjną rodzinę, świętość małżeństwa i Konstytucję RP. A jak chcemy tylko związków partnerskich, to sami sobie przeczymy.

      Na zakończenie, Pan Doktor argumentuje, że skoro dwóch obywateli może, to czemu nie może trzech. Czy o tym pomyśleli zwolennincy ustawy o związkach partnerskich? I trudno się nie zgodzić z Panem Doktorem. Nie widzę żadnego powodu, dla którego Państwo miałoby decydować o tym, że związek dwóch osób jest normalniejszy, poprawniejszy czy trwalszy od związku np. trzech osób. Tylko, że to nie jest wyłącznie problem związków partnerskich, Panie Doktorze, ale również prawnej instytucji samego małżeństwa. Wykazał Pan zatem również niedociągniecia logiczne małżeństwa. Może kolejny felieton na ten temat?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „O Jarosława Flisa małżeństwach śmieciowych”
      Tagi:
      Autor(ka):
      l.szulc
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 sierpnia 2012 16:12
  • wtorek, 31 lipca 2012
    • O kasie i niby-związkach w projeckie ustawy o związkach partnerskich Artura Dunina (PO)

      Dwa projekty ustaw o legalizacji związków partnerskich nie przeszły. Większość zagłosowała, że nawet nie ma co nad nimi dyskutować (PiS, SP, PSL i większość PO). Teraz poseł PO, Artur Dunin, przedstawia nowy projekt. Co było nie tak w dwóch porzednich projektach, a niby zostało poprawione w projekcie Dunina? PO mówi, że KONSTYTUCYJNOŚĆ. Projekty wspierane przez LGB były niekonstytucyjne, bo dawały za dużo przywilejów związkom partnerskim, a za dużo przywilejów dla związków zrównuje związki z małżeństwami, które przestają być uprzywilejowane, czego wymaga artykuł 18 Konstytucji RP. Projekt Dunina jest natomiast konstytucyjny, gdyż daje bardzo bardzo mało przywilejów i bardzo bardzo dużo obowiązków, a więc związek partnerski jest wyraźnie gorszy od małżeństwa. Właściwie, przewodnia myśl Dunia, w jego uzasadnieniu do projektu, brzmi: jak zalegalizujemy związki partnerskie, to zarobimy kasę, więc czemu nie legalizować?

      Ustawa ta nie powinna powodować obciążeń budżetu Państwa, a w perspektywie kilku lat powinna zacząć przynosić zauważalne oszczędności, czy to w sferze  pomocy społecznej, czy też w sferze kosztów opieki zdrowotnej.

      Gdy jednak pojawia się możliwość, że to jednak nie państwo, a pedały i lesby będą miały łatwiej, to wykreślamy. Np. w projekcie Dunina, partnerzy w związku nie mogą się wspólnie rozliczać z podatków. Dlaczego?

      Przyznanie takich uprawnień byłoby do tego przedwczesne, bowiem w chwili obecnej nie da się w sposób wiarygodny oszacować liczby osób, które w najbliższych latach skorzystają  z możliwości zawarcia umów związku partnerskiego, a tym samym nie byłoby możliwości oszacowania potencjalnych kosztów takich uprawnień dla budżetu państwa.

      Co tam równość społeczna? Kogo obchodzi sprawiedliwość? Jakieś tragedie pedalskie czy lesbijskie, bo ktoś nie może odwiedzić parnerki w szpitalu albo zostaje na lodzie po jej śmierci? KASA, KASA, KASA! Jak usprawiedliwić takie ekonomiczne podejście w kwestii społecznej? Dunin totalnie rozwala mnie swoim tłumaczeniem:

      Brak takiego przywileju podatkowego [wspólnego rozliczania się z podatków] nie wpłynie jednak niekorzystnie na  sytuację prawną osób zawierających umowy związku partnerskiego, bowiem w chwili  obecnej i tak one nie mają możliwości korzystania z takich uprawnień.

      To po co w ogóle przygotowywać ustawę o związkach partnerskich? Przecież jej brak nie wpłynie niekorzystnie na osoby, które chciałyby zawrzeć związek partnerski, bowiem w chwili obecnej i tak nie mają one takiej możliwości. Co więcej, po co w ogóle uchwalać nowe ustawy, w jakiekolwiek dziedzinie?

      Ale i tak najciekawszym elementem uzsadnienia Dunina jest upupienie związków lesb i pedałów.

      Postępowanie sądowe w przedmiocie rozwiązania umowy związku partnerskiego ma się sprowadzić jedynie do ustalenia ustania wspólnego pożycia stron. Jest to odmienne od rozwiązania małżeństwa, które jako związek trwały i uprzywilejowany konstytucyjnie uzasadnia pełne wyjaśnianie przyczyn, dla którego ono się zakończyło porażką.

      Serio, to nawet wolę takie rozwiązanie, bo jak z moim pedałem już nie będziemy chcieli być ze sobą, to nie mam zamiaru się przed nikim tłumaczyć dlaczego. Ale ideologia jaka za tym stoi jest jasna. Małżeństwa to związki trwałe, a związki partnerskie to związki nietrwałe. Albo w uproszczeniu, jak kobieta znajdzie tego jedynego księcia, to już mu gotuje do końca życia, a lesba albo pedał to się puszcza na wszystkie strony. Zdarza się również, że heretycy też się puszczają i w takich właśnie przypadkach oferujemy im związki partnerskie. Z tego samego powodu, Dunin proponuje również, żeby osoby w związku partnerskim mogły dziedzyczyć po sobie dopiero po roku trwania takiego związku. Małżonkowie dziedzyć mogą po sobie już nastrępnego dnia po ślubie, ale lesby i pedały muszą udowodnić Duninowi, że ich związek jest trwały, tzn. że to naprawdę jest związek, a nie chwila pedalskiego uniesienia. Bo z założenia to nie jest związek. To takie pitu pitu, taki niby-związek, jak seks lesb, taki niby-seks, bo co to za seks bez penisa?

  • poniedziałek, 23 lipca 2012
    • Gowin, episkopacik i pedały chodzące po głowach

      albo jak się (nie) ma Konwencja o zwalczaniu przemocy wobec kobiet do lesb i pedałów


      Ostatnio widziałem w telewizji Jarosława Gowina z PO, ministra sprawiedliwości, który wyznał, że jest przeciwko Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej", bo to wprowadzanie „tzw. małżeństw homoseksualnych" tylnymi drzwiami. No i sobie tak pomyślałem, że ze mnie ignorant. To my lesby i pedały gdzieś od tyłu, przez Europę, wpychamy małżeństwa, a ja nic o tym nie wiem? Sprawdzam.


      Pełny tekst Konwencji ściągam z tej strony i czytam. Analizuję, analizuję i NIC. W Konwencji ani jedno słowo o związkach jednopłciowych nie pada. Brak takich wyrazów jak gej, lesbijka, homo i innych pokrewnych. Nic też nie piszą o tym, że mężczyzna może z mężczyzną, a kobieta z kobietą. Coś przegapiłem? Albo komuś po głowie za dużo pedałów chodzi i się mu później obiawiają między wersami.


      Ale tak łatwo nie odpuszczam i dalej szukam w necie o co chodzi z tymi pedałami i lesbami w Konwencji Rady Europy. I wtedy znajduję pocieszne oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Pocieszne, bo mnie tylko na śmiech, a nie jak zwykle na wkurw, zbiera. Prezydium pisze, że w Konwencji:

      Szczególny niepokój wzbudza nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. "niestereotypowych ról płci", a więc homoseksualizmu i transseksualizmu.

      No to sprawdzam w Konwencji:


      Ok, musimy sobie coś wyjaśnić, kochane ty moje Prezydium Konferencji Episkopatku Polski. Zgoda, „niesterotypowe role płciowe" rzeczywiście są, ale żeby je tak od razu z transami, lesbami i pedałami powiązać? Toż to nawet przez moją pedalską myśl nie przeszło! Stereotypowe role płciowe to, przede wszystkim, np. mąż pilot albo naukowiec, a żona kura domowa albo kosmetyczka (i żeby nie było, że mam coś do pań domu albo do kosmetyczek, bo nie mam, ale to są role stereotypowe). Niesterotypowe role płciowe to, np.  żona pilotka albo naukowczyni, a mąż kur domowy albo kosmetyczek (brzmi trochę pokracznie po poslku... Ciekawe dlaczego?) I o ile transeksualizm rzeczywiście można postrzegać jako niesterotypową rolę płciową, a Rada Europy pewnie nie miałaby nic przeciwko żeby Konwecja również obejmowała takie kobiety jak np. pani Grodzka, to powiązanie „niesterotypowej roli płciowej" z homoseksualnością to już tylko i wyłącznie bogata episkopacka wyobraźnia. Płeć to płeć, a orientacja seksualna to orientacja seksualna, kochany ty mój episkopatku. Nie macie tam podstawowego kursu z psychologii na teologii?


      Ten sam cytat: Rada Europy pisze o „działaniach w celu uwzględnienia materiałów dydaktycznych”, czyli żeby np. w podręcznikach szkolnych były też przykłady kobiet pilotek i naukowczyń, a nie tylko kur domowych i kosmetyczek.  Albo lepiej, żeby nie było takich przykładowych zdań, jak ostatnio w jednej z książek do angielskiego: „Linda miała nadzieję, że zostanie zgwałcona przed nadejściem lata". Rada pisze działania, Episkopacik czyta „promocja transeksualizmu i homoseksualizmu". Bo jak już się dopatrzyliśmy pedałów i lesb, to  wiadomo, że pedały i lesby to zajmują się zawodowo promocją homoseksualizmu.


      Kolejna perełka z oświadczenia Episkopatku: 

      Art. 12 zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy. 

      Że niby Rada Europy jest przeciwko dorobkowi cywilizacyjnemu? Sprawdzam.



      Czyli nie, że Rada Europy chce walczyć z dorobkiem cywilizacyjnym jako takim, z kulturą, zwyczajem, religią i tradycją, tak jak sobie to czyta Episkopatek, tylko z tymi elementami kultury, zwyczaju, religii i tradycji, które oparte są na pojęciu niższości kobiet usprawiedliwiają przemoc wobec nich (np. tzw. zabójstwa honorowe, kiedy najbliżsi zabiją kobietę, która została zgwałcona, bo niby splamiła honor rodziny). Ale Episopacik sobie pomija kilka wyrazów. Zamiast ze zrozumieniem, tekst Konwencji czyta z wyobraźnią. Wybiórczą. I wtedy mu wychodzi, że nie tylko dyskryminujące elementy tradycji, ale dorobek cywilizacyjny jako taki. Jak ja bym sobie tak czytał Konstytucję RP, to by mi wyszło, że małżeństwo to nie związek kobiety i mężczyzny, tylko związek jako taki! I już żadna legalizacja związków jednopłciowych, czy to przednimi czy tylnymi drzwiami, nie byłaby potrzebna!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Gowin, episkopacik i pedały chodzące po głowach”
      Tagi:
      Autor(ka):
      l.szulc
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 lipca 2012 21:29
  • poniedziałek, 16 lipca 2012
  • środa, 11 lipca 2012
    • Wolność, Równość, Demokracja

      albo Srele Morele i Dupa Blada


      Mamy problem z definicją podstawowych pojęć. Każdy jest za równością, wolnością i demokracją, ale każdy za jakąś inną. Równość, na przykład, nie jest pojęciem oczywistym. Niby zapisane w konstytucji, że każdy Polak jest równy, a płacimy nierówne podatki i nikt nie protestuje, że to narusza zasadę równości. Albo, z jednej strony wszyscy Polacy są równi wobec prawa, ale prawo rozpoznaje tylko związki kobiet z mężczyznami. No to jaka to równość moja z moim bratem, jak on może poślubić swoją dziewczynę, z nią się rozliczać z podatków i nie zeznawać w sądzie przeciwko niej, a ja tego samego z moim chłopkiem nie mogę. Już mi to kilka osób próbowało wytłumaczyć, że to dlatego, że hetero mogą robić dzieci, a pedały i lesby nie mogą. Ale to czysta hipokryzja, bo po pierwsze pedały i lesby dzieci też mogą robić, a po drugie hetero, którzy dzieci robić nie mogą, ślub i tak dostaną.


      A wolność? Pan Ziobro jest za a nawet przeciw. Jeszcze niedawno jak lew walczył na ulicach Warszawy o wolność słowa i wolne media, bo chodziło o koncesje dla telewizji Trwam. Dzisiaj sam biegnie do Rady Etyki Mediów i donosi na wolne media newsweekowskie, które publikują na okładce zdjęcie dwóch lesbijek z dzieckiem. Czyli wolność słowa i wolne media, ale hola hola pewnych granic nie przekraczamy. I nawet się z nim zgodzę, bo ja też jestem za wolnymi mediami, ale nie za tymi, które mnie wyzywają od pedałów-zboczeńców. Problem więc tkwi w granicy. Gdzie jest granica między wolnością słowa a naruszaniem wolności innych osób? Dla mnie lesbijki z dzieckiem na okładce tygodnika to wolność, a pedał-zboczeniec to naruszenie, ale dla Pana Ziobry pedał-zboczeniec to wolność, bo fakt naukowy, a lesbijki z dzieckiem na okładce to naruszenie, bo promocja homoseksualizmu.


      Dwie różne definicje. Dwa różne stanowiska. Dwie strony sporu zaprosi do siebie pani Olejnik, obiektywnie obiektywna dziennikarka, i będzie i show i obiektywizm, bo każda ze stron się wypowie. Ale z tymi dwiema stronami sporu trzeba uważać. Przecież obiektywnie obiektywny dziennikarz jednak nie zaprosi do dyskusji zwolenników i przeciwników gwałtu. Nie będzie debaty: ja to jestem za gwałceniem kobiet i dzieci, a ja to jestem przeciw. Nie będzie też dyskusji na temat, czy holocaust to się naprawdę wydarzył, czy nie. Nie będzie, bo wiadomo, że gwałt to zbrodnia, i że holocaust się naprawdę wydarzył. A samo zadanie takiego pytania jest krzywdzące i obraźliwe dla ofiar gwałtów i ofiar holocaustu. 


      I dla ofiar homofobii też! Sama (niby obiektywna) dyskusja, w której jedna ze stron odmawia nam jakkichkolwiek praw, sama idea, że nad naszymi związkami ktoś ma głosować albo wyrażać swoje chore opinie, porównywać naszą miłość do zoofilii, pedofilii i innych zboczeń jest poniżająca, dyskryminująca i bezczelna! Dajcie nam naszą równość i przeproście, że w ogóle byliście w pozycji, żeby ją komukolwiek dawać!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wolność, Równość, Demokracja”
      Tagi:
      Autor(ka):
      l.szulc
      Czas publikacji:
      środa, 11 lipca 2012 11:25
  • poniedziałek, 09 lipca 2012
    • Pedały, lesby i ludzie

      Namiętnych słów kilka do Terlikowskiego od kozy :*

      Pamiętacie mój wpis U nas nie ma gejów? Pisałem w nim, że co dla poniektórych (patrz Korwin Mikke-Mouse i Ziemkiewicz), pedały z definicji patrotycznymi Polakami nie są. Ba, dla Mikke-Mouse pedały w ogóle nie są Polakami: ‘to są importowani z zagranicy ludzie, którzy […] dostają pieniądze na to, żeby rozbijać społeczeństwo i inputować dziwaczne wartości’. Myszka wprawdzie dopuszcza istnienie polskich pedałów, ale nie w wersji ‘gej’ (bo to opłacani przez unię kosmopolici), tylko w wersji ‘homoseksualista’ (czyli ‘przepraszam, że kocham inaczej, nie uraziłem przypadkiem?’).

      Ale Myszka Miki i Ziemkiewicz razem wzięte do stóp nie sięgają panu Tomaszowi Terlikowskiemu z Frondy. Pan Tomasz Terlikowski z Frondy komentując niedawną okładę Newsweeka napisał:


      [Dziecko] Nie potrzebuje mamy i drugiej mamy, dwóch kobiet, które mają spaczoną skłonność seksualną, ale kobiety i mężczyzny. Ojca, który może przyjść na dzień ojca i matki, która przytuli. Ojca, który pomoże włazić na drzewo i matkę, która będzie się trzęsła ze strachu. Matki i ojca, którzy nauczą go ról płciowych, a nie „płynnych tożsamości”. Każdy normalny człowiek, każdy normalny, rzeczywiście kochający dzieci homoseksualista to wie.

      Tak na marginesie, to jeśli dziecko ma dwie mamy, to żaden ojciec mu na drzewo nie pomoże wejść i żadna z dwóch mam nie będzie musiała się srać ze strachu, że dziecko spadnie i się zabije. A jak dziecko ma dwóch ojców, to wiadomo, że mu obaj pomogą się wspiąć wysoko na drzewo i nikt się nie będzie przejmował upadkiem. Jak spadnie to spadnie. Jak się zabije to zabije. Chłopaki nie płaczą.

      Ale dziś nie o rolach płciowych, a o pedałach i lesbijkach jako nie-patriotach, nie-Polakach i nie-ludziach. Bo o tym też jest ostatnie zdanie z cytatu. W ostatnim zdaniu pan Tomasz Terlikowski z Frondy pisze, że każdy normalny człowiek, jak również normalny homoseksualista o czymś tam wie. Samo ‘normalny człowiek’ nie wystarczy. Przecież normalny homoseksualista, to nie to samo co normalny człowiek. Albo w skórcie: homoseksualista, to nie człowiek. A jak nie człowiek, to kto? Jak to kto? Koza!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pedały, lesby i ludzie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      l.szulc
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lipca 2012 20:57
  • niedziela, 19 lutego 2012
    • Pedałom, co pedalskie, a wszystkim, co heteroseksualne, młode i zdrowe

      O sferze prywatnej i publicznej, pedalskiej i heteroseksualnej


      Długo milczałem, ale dłużej nie mogę. Wezwanie wywąchałem w zamieszaniu wokół Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, dziennikarki TVN. Kto o sprawie nie słyszał, tym streszczam:

      Po tym jak Kasia, tak ją nazywa pieszczotliwie Durczok, poprowadziła rozmowę z Rutkowskim i Sokołowskim (twarz policji), oskarżono ją o brak obiektywizmu dziennikarskiego. Najdosadniej (oprócz nieobiektywnych internautów) wyraziła to Magdalena Środa, która Kasi wytknęła nie tylko błędy w rozmowie z Rutkowskim, ale również Marię Czubaszek. Bo po tym, jak Czubaszek wyznała, że miała dwie aborcje  i dobrze jej z tym, to Kasia napisała, w wersji uproszczonej, że jak już miałaś te aborcje kobieto, to byś się chociaż nie chwaliła. Później jeszcze Wielowieyska broniła Kasi, a jechała po Środzie, ale to z powodów dziennikarskich, a nie okołoaborcyjnych. Wkurwionego pedała najbardziej jednak interesuje wątek Kasi, Czubaszek i aborcji. A więc Kasia napisała tak:


      Ale coś mnie w tej sprawie uwiera. Łatwość, z jaką opowiada się o najintymniejszych sprawach, i nonszalancja, z jaką się o nich mówi. Dziś szokujące wyznania są na porządku dziennym [...] Ale Maria Czubaszek nie tylko ujawniła fragment swojego intymnego życiorysu, ale też jak nikt nigdy dotychczas zbanalizowała aborcję, wpisując ją nie w krąg dylematów moralnych, ale tabloidowych wyznań. 


      Według Kasi, świat jest medialnym zwierzęciem. Każdy (Czubaszek) szuka PUBLICZNEJ popularności kosztem swojej PRYWATNEJ intymności. Z aborcji Czubaszek robi sobie talk show a kobiety normalnie cierpią. A że cierpią, to wiemy na pewno, bo to Kasi powiedział ks. Boniecki. (Z tym, że te kobiety, które nie cierpią, do ks. Bonieckiego pewnie nie przychodzą). Tak czy siak, reakcja Czubaszek na aborcję jest nienormalna, sama Czubaszek jest nienormalna, a ze swoją nienormalnością nie powinna się obnosić. Kasia zapraszałaby do telewizji najpewniej tylko kobiety normalne, czyli po aborcji cierpiące, które dałyby świadectwo, jak straszną rzeczą aborcja jest i przestrzegałyby przed jej dokonaniem. Bo kobiety po aborcji cierpiące, gdy występują w mediach, to się nie afiszują ze swoją intymnością, tylko dają świadectwa prawdy dla dobra ogółu, czyli społeczeństwa normalnego, produkującego dzieci.

      To właściwie tak samo jak z pedałami i lesbami. Czego to się obnoszą po ulicach? Promują homoseksualność? Gołomi dupami świecą po paradach? Afiszują się ze swoją seksualnością? I nie tylko o wyuzdane parady chodzi. Pamiętacie akcję NIECH NAS ZOBACZĄ? Plakaty przemiłych par lesbijskich i gejowskich trzymających się za ręce wywołały święte oburzenie. Że lesby i pedały zmuszają hetero do oglądania takich nienormalności. Dwa chłopy za rękę? Nie w miejscu publicznym! Bo to, że chłop kocha chłopa, albo baba babę, to ich prywatna sprawa. A że ich prywatna, to nie że my powinniśmy ją uszanować, tylko że oni powinni uszanować, że my sobie nie życzymy publicznej manifestacji ich bezpłodnej prywatności. Trzymanie się za ręce w parku? Obcałowywania jakieś? Tulenia? Ściskania? A jaki to publiczny pożytek z tego pedalskiego ściskania? Dzieci nie wyprodukują, narodu nie powiększą, nie będą ich plemniki na nasze emerytury pracować. A więc prowokacja! Co innego para hetro, najlepiej młoda i ładna. Bo starym i brzydkim też jakby nie przystoi w miejscach publicznych tulić się i lizać. Z ich obścisków i lizań też wielu pracowników nie będzie, a nawet jak będą, to jakiej jakości? Na pary ładne i młode, natomiast, aż miło popatrzeć. No jacy oni zakochani w sobie? Jak oni do siebie pięknie pasują? Jak ten jego kutasik pięknie pasuje do jej dziurki? Nawet jakby on na tej ławce w parku wpuścił w nią kilka zdrowych i silnych plemników, to by człowiek serca nie miał się na nich oburzyć. Zaklaskał by jeszcze przypadkowy przechodzień...

  • sobota, 04 lutego 2012
    • Jan Paweł II święty (nie był)

      albo wkurw na papieża Polaka


      Już widzę wściekłość w oczach PP (Prawdziwych Polaków). Bo, że się często wkurwiam i bluzgam to wiadomo, ale na JP2? Na papieża Polaka? Na Benedykta by jeszcze przeszło; wiadomo Niemiec. A JP2 to Polak. Żeby tylko Polak – najjaśniejszy z Polaków, ekumenista, poliglota, pielgrzym uwielbiany w najdalszych zakątkach świata.

      Ale radykalne siostry i bracia zza oceanu litości dla JP2 nie mają. ‘Nienawidzę pieprzonego papieża i całego pieprzonego kościoła katolickiego’, piszą w manifeście QUEERS READ THIS. A piszą tak, bo JP2 był zaciekłym przeciwnikiem prezerwatyw, które mogły uchronić od HIV/AIDS tysiące osób ślepo podążających za słowami papieża. Ale JP2 dla swoich decyzji powody miał poważne:


      Środki antykoncepcyjne są z natury swej szkodliwe dla zdrowia. Środki biologiczne obok wyjałowienia chwilowego mogą sprowadzić daleko idące i nieodwracalne zmiany w ustroju człowieka. Środki chemiczne są z natury swej jadami komórkowymi, inaczej nie miałyby siły do zabicia komórek rozrodczych, są, więc szkodliwe fizycznie. Środki mechaniczne wywołują z jednej strony lokalne uszkodzenia w drogach rodnych kobiety, a prócz tego naruszają spontaniczność aktu płciowego, co jest nie do zniesienia zwłaszcza dla kobiety.

      Jan Paweł II, Miłość i Odpowiedzialność


      Nie ważne HIV, nie ważne AIDS. Ważne, że kondom narusza spontaniczność seksu, co rzecz oczywista, jest nie do zniesienia, ZWŁASZCZA dla kobiet. Już widzę w jaką histerię wpadają, gdy kochanek na ich oczach uporczywie walczy z (zakupionym wcześniej!)  kondomem. Ale naiwnym ten, który myśly że na tym grzechy konodoma się kończą.


      Propagowany przez "cywilizację techniczną" tak zwany "bezpieczny seks" jest właśnie najgruntowniej niebezpieczny. W niebezpieczeństwie bowiem znajduje się tutaj każdy człowiek, a z kolei w niebezpieczeństwie znajduje się rodzina. Co jej grozi? Grozi jej utrata prawdy o sobie samej.

      Jan Paweł II, List do Rodzin


      Nie dość, że kondom narusza spontaniczność seksu, doprowadzając tym samym  kochanów (ZWŁASZCZA kobiety) do histerii, to jeszcze zagraża rodzinie, która to po ataku kondoma jest zagrożona utratą prawdy o samej sobie. Pozwolimy na ataki konodoma, to rodzina utraci prawdę o samej sobie, a kondom zyska prawdę o samym sobie i zapanuje nad światem.

      Ale nie tylko za ataki na kondoma, JP2 sobie u mnie nagrabił. W tym samym liście do rodzin, w domyśle do rodzin hetero, bo przecież pedały i lesby rodzin nie tworzą, JP2 obsmarowywyje ruchy pro-choice (za wyborem kobiet do decydowania o ich własnym ciele) i edukację seksualną w szkołach (siłą niby narzucaną dziś dzieciom, których rodzice rozpaczliwie protestują, z tegoż to powodu). JP2 popełnił jeszcze jeden grzech. Grzech najcięższy. Śmiertelny. Wobec którego wkurwiony pedał obojętnie przejść nie może.


      [Popęd seksualny] gdy zwraca się do tych właściwości w osobie tej samej płci, mówimy o zboczeniu homoseksualnym. Tym bardziej mówimy o zboczeniu, gdy popęd seksualny nie zwraca się do właściwości seksualnych u człowieka, lecz u zwierzęcia.

      Jan Paweł II, Miłość i Odpowiedzialność


      Za obrazę kondoma i innych środków antykoncepcyjnych, za utrudnianie światowej walki z HIV/AIDS, za zwalczanie ruchów, walczących o przywrócenie kobietom  prawa do decydowania o ich własnych ciałach, za oczernianie edukacji seksualnej i wreszcie za obrazę pedałów i lesb poprzez porównanie ich do zboczeńców i zoofilii, ja, wkurwiony pedał, odmawiam ci JP2 świętości. Bo ani świętym, ani błogosławionym nie byłeś!


      AMEN

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jan Paweł II święty (nie był)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      l.szulc
      Czas publikacji:
      sobota, 04 lutego 2012 22:12